Zakładki:
dama i pieski
Moje prace zebrane
Niezbędnik
Sklepiki
Tu bywam
Tu decoupage
Tu hafcik
Tu inne niż powyżej
Tu przepisy
Tu szydełko,druty,szycie
Tu zaglądam nacieszyć oczy
Tu zaglądam w wyszywane blogi zagraniczne
Za chwilę przeglądnę
Zaczerpnąć i zrobić
Zalinkowane
zap.jas.1 KupujePolskie
piątek, 19 czerwca 2009
Jedna z nocy pielęgniarki

anio� 46

 


 

Nocka w pracy, zaczyna się spokojnie raportem z całego dnia, nic nie zapowiada maratonu. Zajęcia rozpoczynają się według planu, przypominanie o toalecie, sprawdzenie porządku, rozdanie leków, sprawdzanie zleceń, spełnianie życzeń pacjentów.  Coś mnie zaniepokoiło, dziadeczek Jan niedawno biegał po oddziale , zabierał kapcie innym i je chował dla siebie tylko wiadomym miejscu, teraz śpi. Podchodzę , zlany potem to mało powiedziane, wygląda raczej na zlanego wiadrem wody, idziemy go umyć i przebrać, bardzo nam się niepodoba , mało reaguje na bodźce, doszłyśmy do wniosku że zmierzymy mu cukier, strzał w dziesiątkę, glukoza 14, zapada w śpiączkę. Telefon do lekarza dyżurnego na sąsiednim oddziale i zaczyna się taniec. Lecę założyć mu igłę, koleżanka po glukozę, doktorka wyrosła w sekundzie, glukoza w żyłę , glukoza w kroplówce, monitorowanie, znowu glukoza i tak w kółko , jest ,cukier podniósł się do 170, Jan otwiera oczy i ulga. Cukier sprawdzamy co pół godziny , ciągle spada, ciągle podajemy glukozę bezpośrednio do żyły, leci w kroplówce potas, dziadeczek się szarpie przy każdym ukłuciu , zaczyna nas wyzywać od k....i szmat lekko powiedziawszy, my się cieszymy, to znaczy że wraca do formy. Kołomyja, całą noc trwa bitwa o Jana, obok leży ksiądz , modli się i za niego i za nas cobyśmy przetrwały do rana na nogach. Koleżanka biała jak ściana ze zmęczenia, ja jako nocny Marek lepiej znoszę nocki, ........idź się połóż na parę minut bo zemdlejesz mówię, idzie, ja zostaję na chwilę sama. Dziadeczek zaczyna mówić logicznie......mówi, ja umieram prawda....nie,ja ci nie pozwalam odpowiadam.......to czemu nie mogę wstać?..........jesteś przywiązany, masz kroplówkę , ..........to zabierz ode mnie tego białego węża, chcę wstać, pomóż mi...........przecież ci pomagam,musisz poczekać jeszcze troszkę........uspakajam go rozmową jak mogę, znowu przebieram, wraca powoli z powrotem do tego świata..........lecimy do rannych toalet,kilku leżących , innym trzeba przypomnieć o myciu, troszkę porządków po nocy i lecimy dalej, cała taca badań do pobrania, koleżanka idzie pisać raport a mnie już zaczyna pomagać nasza zmiana bo nie wyrobię do 7.00, w końcu raport, przekazujemy co się wydarzyło, zaglądam do dziadeczka, leży uśmiechnięty w czyściutkiej pościeli, ....................dotrwałyśmy do rana, wygraliśmy jedną bitwę o Jana.

Wracam do domu, wstaje piękny dzień, ptaki śpiewają w parku szpitalnym, słoneczko świeci, ludzie lecą do pracy albo po świeże bułeczki a ja idę spać..............................

Wstałam, wyszłam na balkon, drzewa się zielenią , kwiaty tak cudnie kwitną na balkonie, zaciągnęłam się dymkiem.............kocham cię życie, ach kocham cię nad życie................................każdy twój szczegół............

 

wtorek, 12 maja 2009
Moje Święto


piel�gniarka


Dzisiaj czyli 12.05 obchodziłam swoje Święto - czyli Międzynarodowy Dzień Pielęgniarki, właściwie ochodziliśmy z koleżankami i kolegą (bo mamy jednego rodzynka - pielęgniarza) na dyżurze, upiekłyśmy ciasteczko , kupiłliśmy lody i było prawdziwe obżarstwo. A co , nikt o nas nie pamięta, nikt o nas nie dba , wszyscy na nas wieszają psy ale nikt bez nas nie może się obejść, to sobie sami poświętowaliśmy we własnym gronie. Oj przepraszam , pacjenci o nas pamiętali, dostałyśmy przepiękny kwiatek doniczkowy do dyżurki i słodycze, ........................lekarze się obcieli bardzo późno, widząc że się objadamy słodkościami a nikt ich na nie nie zaprasza, złożyli nam życzenia i dostałyśmy aż bombonierkę , pewnie z szafowych zapasów. No nie bądźmy wybredne, prawda?

Zabrzmiało sarkastycznie? no cóż , zawód ciężki , wymagający dużej odpowiedzialności, umiejętności i wiedzy, jednocześnie wykańczjący psychicznie i fizycznie, brak odpowiedniej gratyfikacji za taki trud i bardzo niedoceniany. Ale i tak jestem dumna że go wykonuję, cokolwiek o nim się nie mówi.

Florence Nightingale tutaj

florence3

sobota, 27 grudnia 2008
Święta w szpitalu

Wczoraj pełniłam świąteczny dyżur w szpitalu, pacjentów mało i to dobrze ale...............jakich.
"Babcia" do pełnej pielęgnacji , leżąca z odleżyną jak pięść, bardzo dzielna z pełnym poczuciem humoru, mnie nie do śmiechu..................czemu ona musi być w szpitalu akurat  w Święta? i nie o mnie mi tu chodzi,ręce mam sprawne i Babcią staruszeczką chętnie się zajmę , tym bardziej że jest przemiłą osobą ale o rodzinę mi chodzi, czy oni mają dobre samopoczucie przy stole świątecznym? postawili pewnie dodatkowe nakrycie dla samotnego , niespodziewanego gościa.
"Dziadzio" samotny w swoim bólu, przemykający z laseczką po korytarzu jak cień albo śledzący telewizor, mówiący całą swoją osobą "przepraszam że jeszcze żyję".............dzieci zapomniały? czy postawiły dodatkowe nakrycie  na stół dla nieobecnych?
Starsza Pani wdowa, sama położyła się do szpitala z szumami usznymi,samotność jest straszna a w szpitalu jest Wigilia i zawsze można z kimś pogadać.Gadulstwem nadrabia swój smutek.
Pozostałym też nie do śmiechu, trzeba mieć pecha żeby akurat na Święta mieć ropień okołomigdałkowy.....potrawy można tylko sobie powąchać.
Albo tu trafić bo się połknęło  ość z ryby podczas tak miłej pogawentki przy stole, bardzo nieprzyjemne poszukiwanie miejsca jej utkwienia.
Na szczęście dla rodziców, dziecko z ciałem obcym w nosie poszło do domu, a mama otrzymała w ligninie fant w postaci nogi dinozaura.
O i tak się plecie powoli świąteczny dyżur przerywany nagłymi wypadkami, mnie jednak do dziś trzyma refleksja nad tym jak rozumiemy Święta Bożego Narodzenia, ciepła rodzinnego, pojednania .
Widziałam to na  twarzy i w oczach Babci, Dziadka, Wdowy......................i jest mi smutno .